ABORCJA Fragment książki „Przeznaczenie dusz” Michaela Newtona

Fragment książki „Przeznaczenie dusz” Michaela Newtona

Wiadomości o duszach i umieraniu dzieci dochodzą do mnie od wielu lat, co może stanowić pewną pociechę dla matek odczuwających wyrzuty sumienia z powodu zarówno zamierzonych, jak i niezamierzonych działań wiążących się ze stratą nienarodzonych dzieci. Dotyczy to tak przypadków aborcji, jak i poronień. Podczas lektury niniejszych rozważań proszę pamiętać o tym, że karmiczny związek przyczynowo-skutkowy, odnoszący się do wydarzeń z wcześniejszego życia, przybiera odmienną postać w przypadku każdego związku między rodzicem a dzieckiem. Moim zamiarem jest dostarczenie czytelnikowi pewnych ogólnych informacji dotyczących dusz najmłodszych, które uzyskałem dzięki świadectwom moich pacjentów.

Rozpocznę od stwierdzenia, że nigdy nie zetknąłem się z przypadkiem wniknięcia duszy w płód w ciągu pierwszych trzech miesięcy ciąży. Powód, dla którego dusze nie rozpoczynają tego skomplikowanego połączenia z płodem przed upływem kwartału, jest całkiem prosty – w tym stadium rozwoju płodowego nie ma jeszcze wystarczającej ilości tkanki mózgowej, by dusza mogła zacząć swą pracę.

Mam bliską przyjaciółkę, która jest pielęgniarką położną w dużym szpitalu w Oregonie. Kiedy usłyszała, jak wygłosiłem to twierdzenie w ogólnokrajowej audycji radiowej, zadzwoniła do mnie i powiedziała: „Michael, dlaczego nie pozwolisz tym małym istotkom, by miały swoje dusze?” Była wyraźnie zła na mnie z powodu kwestii – które dzieci mają, a które nie mają duszy, jeśli nie dochodzi do narodzin. Odpowiedziałem coś w tym stylu, że to nie ja ustalam reguły, więc proszę, żeby nie obwiniać posłańca o to, że przynosi złą wiadomość. Przypuszczam, iż ta opiekunka niemowląt, która widziała tak wiele tych, co nie przeżyły, uważała że płód posiadający od momentu poczęcia duchową tożsamość otrzymuje w jakimś sensie większą duchową pociechę niż gdyby nie miał duszy.
Powiedziałem mojej przyjaciółce, że istnieje uniwersalna świadomość miłości otaczająca wszystkie nienarodzone niemowlęta. Twórcza siła istnienia nigdy nie jest oddzielona od żadnej żywej energii. Płód może żyć jako jednostkowy byt, nawet gdy nie posiada jeszcze duchowej tożsamości. Jeśli matka poroni swoje dziecko w ciągu pierwszych trzech miesięcy ciąży, unoszące się w pobliżu miłosne duchowe siły pocieszą ją i będą czuwać nad dzieckiem. Mówiono mi, że nawet w przypadkach poronień i aborcji w okresie między czwartym a dziewiątym miesiącem, mogą znaleźć się dusze, które przy pomocy energii udzielą wsparcia dziecku i matce w bardziej bezpośredni, fizyczny sposób. Dusze znają z góry prawdopodobieństwo urodzenia się dziecka.

Na przykład, jeżeli ciężarna kobieta straci dziecko w następstwie upadku ze schodów, powiedzmy, w siódmym miesiącu ciąży, nie było całkowicie przesądzone, że ten upadek jej się przydarzy. Istniała również możliwość, że tego konkretnego dnia, w określonym momencie czasu, mogłaby w ostatniej chwili zdecydować, iż nie zejdzie po tych schodach. Jeśli jednak młoda niezamężna kobieta zajdzie w ciążę i postanowi pozbyć się dziecka, jest niemal pewne, iż było to wysoce prawdopodobne, świadomie wybrane wydarzenie. Obydwie te interpretacje przyczynowości są oczywiście hipotetyczne. Niemniej jednak rozmaite scenariusze istotnych wydarzeń z naszego życia są znane z góry, kiedy wybieramy w Kręgu określone ciała. Wszystkie one mają dla nas karmiczne konsekwencje i skutki.

Dusz nie przydziela się do niemowląt losowo. Stwierdziłem, że gdy matka z jakiegokolwiek powodu traci dziecko, istnieją duże szanse na to, że dusza tego niemowlęcia powróci do niej znowu w jej następnym dziecku. Jeśli zaś ta matka nie urodzi kolejnego dziecka, dusza może wrócić jako inny bliski członek jej rodziny, ponieważ taki był pierwotny zamysł. Kiedy życie jest krótkie, dusze nazywają te żywoty „wypełniającymi”, które również mają do odegrania jakąś rolę w życiu rodzica.

Oto przykład:
Połączyłem się z płodem w czwartym miesiącu na zaledwie trzymiesięczną egzystencję. W tym czasie matce potrzebne było odczucie duchowej energii, aby dowiedziała się, że dawanie i strata życia mają głębokie znaczenie. Nie chciałem, by smutek spowodowany tym, iż mnie straciła, odebrał jej odwagą posiadania następnego dziecka. Wiedzieliśmy, że ten płód nie zostanie donoszony, ale istniało duże prawdopodobieństwo pojawienia się drugiego dziecka, ja zaś pragnąłem tego partnerskiego związku z nią. Ona nie zdaje sobie sprawy, że byłem kiedyś jej synem, a teraz jestem jej córką. Sądzę, że potrafiłem złagodzić gorycz i żal mojej matki poprzez wysyłanie jej pocieszających myśli w ciszy wszystkich tych nocy pomiędzy jej dwiema ciążami.

Fragment książki „Wędrówka dusz” Michaela Newtona

Zanim przejdziemy do dalszej rozmowy z badaną, chciałbym podać nieco więcej informacji ogólnych na temat dusz i niemowląt. Wszyscy pacjenci opowiadają mi, że przejście ich duszy ze świata duchowego do umysłu dziecka odbywa się bardziej gwałtownie niż droga powrotna. Jaka jest przyczyna tej różnicy? Po śmierci fizycznej dusze podróżują tunelem czasu i stopniowo przekraczają bramę do świata duchowego.

Droga ta podzielona jest na odcinki, aby ułatwić aklimatyzację ponownie uwolnionej z ciała duszy. Natomiast wszechwiedząca dusza wstępująca do umysłu dziecka jest w stanie szybciej przystosować się do nowego otoczenia. Ponadto okres przebywania w łonie matki jest właśnie czasem przeznaczonym na adaptację.
Niemniej jednak czas ten nie przygotowuje nas w pełni na ogromnie stresujące doświadczenie narodzin, oślepiające światła szpitala, nagła konieczność oddychania powietrzem, dotykanie przez obcych ludzi. Moi pacjenci twierdzą, że gdyby porównać ze sobą moment narodzin i śmierci, to fizyczny szok związany z tym pierwszym doświadczeniem jest o wiele potężniejszy.
W pewnym momencie przed narodzeniem dusza ostrożnie dotyka i łączy się z rozwijającym się mózgiem dziecka. Kiedy dusza decyduje się wejść w jego umysł, dziecko takie najwyraźniej nie ma wyboru i nie może duszy odrzucić. W chwili pierwszego zespolenia z mózgiem nienarodzonego jeszcze dziecka dla duszy zaczyna się odliczanie czasu chronologicznego. W zależności od inklinacji poszczególnych dusz zespolenie to może mieć miejsce we wcześniejszym lub późniejszym stadium ciąży. Miałem pacjentów, których dusze pojawiały się w ciele dziecka w ostatniej chwili tuż przed narodzinami, ale jest to raczej rzadkie.
Po narodzinach pojawia się pełna jedność ducha i ciała, tworzy się między nimi partnerstwo. Nieśmiertelna dusza staje się siedzibą percepcji dla rozwijającego się ludzkiego ego. Przynosi ona ze sobą duchową moc, będącą dziedzictwem nieograniczonej świadomości. Wspomniałem już wcześniej, że człowiek w stanie głębokiego szoku niejako przytrzymuje duszę wewnątrz siebie, lecz nie jest ona nigdy schwytana w pułapkę. Oprócz możliwości opuszczenia ciała w momencie śmierci dusza posiada zdolność swobodnego wychodzenia i wchodzenia do niego podczas snu, głębokiej medytacji lub znieczulenia w czasie operacji. Nieobecność duszy w ciele jest znacznie dłuższa, kiedy dochodzi do poważnego uszkodzenia mózgu i śpiączki.
W dalszej części rozmowy z pacjentką wyjaśnia ona twórcze piękno procesu łączenia się duszy z nową istotą ludzką. W ten sposób zatoczyliśmy pełne koło, ponieważ Przypadek 1 omawiał scenę śmierci, w ostatnim zaś czytamy opis pojawienia się inteligentnej siły życia tuż przed narodzinami.

Dr N.: No cóż, cieszę się, że dotarłaś cała i zdrowa do swojego nowego ciała. Powiedz mi, w jakim wieku jest to niemowlę?

P.: Upłynęło pięć miesięcy (od momentu poczęcia).

Dr N.: Czy to twój zwykły czas pojawiania się w ciele niemowlęcia?

P.: W moich wcieleniach… przybywałam w różnym czasie… w zależności od dziecka, od matki, od mojego przyszłego życia.

Dr N.: Czy jako dusza jesteś nieszczęśliwa, gdy dziecko zostanie przedwcześnie usunięte z łona matki?

P.: Wiemy, czy dziecko ma się urodzić, czy nie. Brak narodzin nie jest dla nas niespodzianką. Możemy być w pobliżu, żeby pocieszyć dziecko.

Dr N.: No dobrze, jeżeli dziecko nie urodzi się, czy oznacza to koniec twojego życiowego przydziału?

P.: Jeżeli chodzi o dziecko poddane aborcji, to nigdy nie wiązał się z nim przydział na całe życie.

Dr N.: Czy niektóre usunięte płody mogły nie mieć duszy?

P.: To zależy, jak były rozwinięte. Te, które umierają bardzo wcześnie, nie potrzebują nas.

Uwaga: W tej kwestii od dawna trwały i trwają nadal gorące debaty. W XIII wieku kościół katolicki uznał za konieczne wprowadzenie wytycznych odnośnie istnienia duszy w ciele usuniętego płodu. Święty Tomasz z Akwinu i inni średniowieczni teologowie arbitralnie uznali, że dusza pojawia się w ciele po czterdziestu dniach od zapłodnienia.

Dr N.: Zakładając, że dziecko jednak się urodzi, czy wiesz coś na temat zwyczajów innych dusz, kiedy pojawiają się one w ciele?

P.: (bez namysłu) O, niektóre latają sobie dookoła więcej niż inne, wchodzą i wychodzą z niemowlęcia aż do chwili narodzin, ponieważ się nudzą.

Dr N.: A ty co zwykle robisz?

P.: Sądzę, że jestem pod tym względem przeciętna. Właściwie nigdy nie spędzam wiele czasu z niemowlętami, bo to naprawdę dość otępiające.

Dr N.: Dobrze, pozwólmy teraz upłynąć pewnej ilości czasu w łonie twojej matki. Co robisz, kiedy nie jesteś z nienarodzonym jeszcze dzieckiem?

P.: (śmieje się radośnie) Chcesz usłyszeć prawdę? Powiem ci. Ja się bawię! To bardzo dobry czas, żeby się trochę powygłupiać… kiedy dziecko jest mniej aktywne. Zabawiam się z przyjaciółmi, którzy robią to samo. Rozbijamy się po całej Ziemi, odwiedzając się nawzajem… wizytując ciekawe miejsca… gdzie zyliśmy kiedyś w poprzednich wcieleniach.

Dr N.: Czy ty i inne dusze nie uważacie iż opuszczjąc ciała niemowląt na długie okresy czasu jesteście nieodpowiedzialni??

P.: (broniąc się) – Wyluzuj się trochę! Kto mówi o długich okresach czasu? Ja tak nie robię! Poza tym cięzkie ćwiczenia i tak się jeszcze nie zaczęły.

Dr N.: Kiedy na pewien czas opuszczasz dziecko, na jakim planie astralnym wówczas jesteś?

P.: Nadal jesteśmy na planie ziemskim… staramy się poza tym za bardzo nie oddalać. Wiele naszych rozrywek odbywa się w bliskim sąsiedztwie dziecka. Nie chciałabym, żebyś myślał, że w ogóle nie zajmujemy się nienarodzonymi dziećmi.

Dr N.: Tak?

P.: (mówi dalej) Mam dużo pracy z tym nowym umysłem, mimo że nie jest on jeszcze w pełni gotowy.

Dr N.: Może powiemy sobie o tym coś więcej? Kiedy twoja dusza wchodzi w ciało niemowlęcia, by pozostać w nim na resztę życia, na czym dokładnie polega to przedsięwzięcie?

P.: (wzdycha głęboko) Kiedy połączę się z dzieckiem, muszę zsynchronizować swój umysł z jego mózgiem. Musimy się do siebie przyzwyczaić, skoro mamy być partnerami.

Dr N.: Tak właśnie opisują to inni badani, ale czy ty i dziecko czujecie do siebie natychmiastową sympatię?

P.: No cóż… jestem wprawdzie w umyśle dziecka, ale na razie stanowię oddzielną część. Zaczynam bardzo powoli.

Dr N.: Może wyjaśnisz mi, co robisz z umysłem dziecka.

P.: To bardzo delikatna sprawa, nie wolno się śpieszyć. Zaczynam od łagodnej próby… nawiązania łączności… odkrywam… każdy umysł jest inny.

Dr N.: Czy dziecko nie buntuje się przeciw twojej obecności?

P.: (łagodnie) Na początku jest pewien opór… brak pełnej akceptacji, kiedy poruszam się po ścieżkach umysłu… to normalne… dopóki ie nie zaznajomimy (przerywa na chwilę i śmieje się cicho). Ciągle wpadam na siebie!

Dr N.: Kiedy integrujesz się z dzieckiem, w którym momencie zaczyna ono dostrzegać siłę twojej tożsamości jako duszy?

P.: Nie podoba mi się słowo ‚siła’. Nigdy nie używamy siły wchodząc w ciało nienarodzonego dziecka. Poruszamy się bardzo ostrożnie.

Dr N.: Czy opanowanie umiejętności poruszania się w ludzkim umyśle zajęło ci wiele żywotów?

P.: No… trochę to trwało… młodym duszom pomaga się podczas tego procesu.

Dr N.: Skoro reprezentujesz energię w czystej postaci, czy wewnątrz mózgu śledzisz jego połączenia, takie jak neuroprzekaźniki, komórki nerwowe i tym podobne?

P.: (milczy) Coś w tym rodzaju… ale niczego nie zakłócam… ucząc się wzorców fal mózgowych dziecka.

Dr N.: Co dokładnie masz na myśli?

P.: Sposób, w jaki to dziecko tłumaczy sygnały. Jego umiejętność. Nie ma dwóch takich samych dzieci.

Dr N.: Bądź teraz ze mną całkowicie szczera. Czy twoja dusza nie opanowuje tego umysłu i nie podporządkowuje go swojej woli?

P.: Nic nie rozumiesz. To jest stapianie się. Przed moim pojawieniem się jest… pustka, którą dopiero wypełniam, a wówczas dziecko staje się kompletną całością.

Dr N.: Czy przynosisz ze sobą intelekt?

P.: Rozwijamy to, co już tam jest.

Dr N.: Czy możesz dokładniej wyjaśnić, co właściwie twoja dusza dostarcza ludzkiemu ciału?

P.: Przynosimy… pojmowanie rzeczy i spraw… rozpoznawanie, czym naprawdę jest to, o widzi mózg.

Dr N.: Czy jesteś pewna, że dziecko początkowo nie myśli o tobie jako o obcym ciele w swoim mózgu?

P.: Nie, dlatego właśnie jednoczymy się z nierozwiniętym jeszcze umysłem. Dziecko rozpoznaje we mnie przyjaciela… bliźniaczkę… która będzie jego częścią. Czeka na moje przybycie.

Dr N.: Czy sądzisz, że przygotowuje je na to jakaś wyższa moc?

P.: Nie wiem, wydaje się, że tak jest.

Dr N.: Czy praca nad zjednoczeniem się z dzieckiem kończy się przed jego narodzinami?

P.: Niezupełnie, ale podczas narodzin już się uzupełniamy.

Dr N.: Czyli proces jednoczenia się zajmuje trochę czasu?

P.: Oczywiście, dostosowujemy się do siebie. Poza tym, jak już wspomniałam, opuszczam ciało dziecka na krótkie okresy czasu.

Dr N.: A co z duszami, które łączą się z dziećmi tuż przed samym narodzeniem?

P.: No cóż, to ich styl, nie mój. Muszą zaczynać swoją pracę dopiero w kołysce.

Dr N.: W jakim wieku jest ciało dziecka, kiedy twoja dusza całkowicie zaprzestaje opuszczania go?

P.: Ma pięć lub sześć lat. Zazwyczaj jesteśmy całkowicie gotowi do działania, kiedy dziecko idzie do szkoły. Poniżej tego wieku dzieci można spokojnie zostawić samym sobie.

Dr N.: Czy nieustanne przebywanie w ciele nie jest twoim obowiązkiem?

P.: Kiedy z fizycznego punktu widzenia dzieje się coś złego, natychmiast wracam do ciała.

Dr N.: Jak się o tym dowiadujesz, skoro spędzasz sobie wesoło czas z innymi duszami?

P.: Każdy umysł ma wzorzec swoich fal, przypomina to odcisk palca. Dowiadujemy się natychmiast, że wyznaczone nam dziecko ma kłopoty.

Dr N.: Czyli cały czas obserwujesz wyznaczone ci dziecko – z zewnątrz i od wewnątrz – podczas wczesnej fazy jego rozwoju?

P.: (z dumą) Tak, a poza tym obserwuję rodziców. Mogą sprzeczać się w obecności dziecka, co powoduje zakłócające atmosferę wibracje.

Dr N.: Gdy dzieje się coś takiego, co wówczas robisz?

P.: Uspokajam dziecko najlepiej, jak potrafię. Staram się też dotrzeć poprzez dziecko do rodziców, by ich uspokoić.

Dr N.: Podaj mi przykład takiego docierania do rodziców.

P.: Mogę na przykład sprawić, że dziecko będzie się do nich śmiało i klepało ich rączkami po twarzach. Takie drobiazgi zwiększają uczucie rodziców do niemowlęcia.

Dr N.: Czy jako dusza potrafisz kontrolować ruchy motoryczne dziecka?

P.: Ja jestem… sobą. Mogę lekko nacisnąć tę część mózgu, która kontroluje motorykę. Mogę też czasem połaskotać dziecko… robię wszystko, co jest konieczne, żeby w mojej rodzinie panowała jak najlepsza harmonia.

Dr N.: Powiedz mi, jakie to uczucie znajdować się w łonie matki.

P.: Lubię ciepłe, przyjemne, odprężające uczucie miłości. Przez większą część czasu wyczuwam miłość… czasem pojawia się też stres. W każdym razie wykorzystuję ten czas na myślenie i planowanie tego, co mam zamiar robić po narodzinach. Myślę o swoich poprzednich życiach i straconych okazjach, i to daje mi motywację.

Dr N.: Twoje wspomnienia z poprzednich wcieleń i życia w świecie duchowym nie zostały jeszcze zablokowane przez amnezję?

P.: To zaczyna się po narodzinach.

Dr N.: Kiedy rodzi się dziecko, czy jest ono świadome tego, kim jest jego dusza i dlaczego jednoczy się z nim w tym ciele?

P.: (milczy) Umysł dziecka jest tak słabo rozwinięty, że nie przyswaja tej informacji. Istnieje w nim pewna cząstka tej wiedzy, co ma zapewnić spokój, lecz wkrótce zanika. W czasie, o którym mówię, informacja ta jest już głęboko ukryta wewnątrz mnie i tak właśnie ma być.

Dr N.: Czy u dziecka mogą pojawić się przelotne myśli na temat wcześniejszych wcieleń?

P.: Tak…marzymy na jawie…sposób, w jaki bawimy się jako dzieci… tworzymy historie… mamy wymyślonych przyjaciół i uważamy, że oni istnieją naprawdę… ale to zanika. Podczas kliku pierwszych lat zycia dzieci wiedzą więcej, niż się powszechnie sądzi.

Dr N.: Dobrze, a teraz nadszedł już czas twoich narodzin w tym życiu. Powiedz mi, co robisz.

P.: Słucham muzyki.

Dr N.: Jakiej muzyki?

P.: Muzyki z płyt puszczanych przez mojego ojca. On się w ten sposób odpręża, pomaga mu to myśleć – trochę się o niego niepokoję…

Dr N.: Dlaczego?

P.: (chichocze) Ojciec myśli, że chce syna, ale bardzo szybko zmienię jego nastawienie!

Dr N.: Czyli jest to dla ciebie czas działania?

P.: (z determinacją) Tak, jestem zajęta planami na nadchodzący okres czasu, kiedy to pojawię się na świecie jako człowiek i zaczerpnę pierwszy haust powietrza. Mam teraz ostatnią szansę na spokojne zastanowienie się nad moim przyszłym życiem. Kiedy już wyjdę – będę biegła naprzód.

PODSUMOWANIE

Zawarte w tej książce informacje dotyczące egzystencji dusz po fizycznej śmierci ciała stanowią najbardziej przekonujące wyjaśnienie sensu naszego życia tu na Ziemi, na jakie kiedykolwiek natrafiłem. Moje wieloletnie usiłowania, aby odkryć cel życia, w niewielkim tylko stopniu przygotowały mnie na tę chwilę, kiedy pacjent w stanie hipnozy uchylił przede mną w końcu wrota do wiecznego świata.
Mój najstarszy przyjaciel jest dziś katolickim księdzem. Jako chłopcy spacerowaliśmy często po wzgórzach i plażach Los Angeles prowadząc filozoficzne dyskusje, jednakże nasze duchowe przekonania ogromnie się od siebie różniły. Mój przyjaciel powiedział mi kiedyś: „Sądzę, że bycie ateistą i niewiara w nic oprócz tego doczesnego świata wymaga od ciebie wiele odwagi.” Nie postrzegałem tego w ten sposób ani wówczas, ani jeszcze wiele lat później. Począwszy od piątego roku życia rodzice wysyłali mnie na długie pobyty do wojskowego typu szkół z internatem. Uczucie porzucenia i samotności było wtedy we mnie tak przemożne, że nie wierzyłem w żadną moc wyższą ode mnie. Obecnie zdaję sobie sprawę, że siła, którą w sobie odnajdywałem, była mi dana w subtelny, niedostrzegalny sposób. Mój przyjaciel i ja w dalszym ciągu podchodzimy odmiennie do kwestii duchowości, ale obydwaj żywimy przeświadczenie, że porządek i celowość wprowadzane są do wszechświata przez jakąś wyższą świadomość.
Kiedy wspominam swoje życie, dochodzę do wniosku, że to nie był żaden przypadek, iż ludzie przychodzili do mnie na seanse hipnotyczne – które uważam za wiarygodny środek osiągania prawdy – i opowiadali mi o przewodnikach, niebiańskich bramach, duchowych grupach nauczania czy o samej kreacji w świecie dusz. Nawet teraz jeszcze czuję się czasem jak intruz wdzierający się do umysłów ludzi, którzy opisują mi świat duchowy i swoje w nim miejsce, jednakże ich wiedza dostarcza mi cennych wskazówek. Mimo to wciąż zastanawiam się, dlaczego to właśnie mnie przypadła rola posłańca przekazującego duchową wiedzę zawartą w tej książce, skoro ktoś inny, w mniejszym stopniu obciążony dawniejszym krytycyzmem i wątpliwościami, nadawałby się do tego z pewnością znacznie lepiej. W istocie jednak to nie autor, lecz przedstawieni przez niego w tej książce ludzie są prawdziwymi zwiastunami nadziei na przyszłość.
Wszystko więc, czego się dowiedziałem o tym, kim jesteśmy i skąd pochodzimy, zawdzięczam tym, którzy sami zwracali się do mnie o pomoc. Nauczyli mnie oni, że podstawowym aspektem naszej misji na Ziemi jako dusz jest mentalne przetrwanie stanu odcięcia od naszego prawdziwego domu. Przebywając w ludzkim ciele, dusza jest zasadniczo samotna. Tę względną izolację duszy podczas jej tymczasowego fizycznego bytowania na Ziemi, pogłębia na poziomie świadomości przeświadczenie, że poza tym życiem nic nie istnieje. Nasze wątpliwości skłaniają nas do szukania zakorzenienia wyłącznie w widzialnym, fizycznym świecie. Wiedza naukowa głosząca, że Ziemia jest tylko ziarnkiem piasku na skraju galaktyki otoczonej przez bezkresny ocean wszechświata, jeszcze powiększa nasze poczucie bezsensu.
Dlaczego żadne inne ziemskie stworzenia nie interesują się życiem po śmierci? Czy wynika to po prostu z faktu, że nasze nadmiernie rozdęte ego nie może znieść myśli o życiu jako czymś jedynie chwilowym, czy też stąd, że nasz byt jest złączony z jakąś wyższą siłą? Niektórzy ludzie twierdzą, że wszelkie nadzieje na przyszłe życie są wyłącznie przejawem myślenia życzeniowego. Jednakże logiczny wydaje się pogląd, że nie powstaliśmy dzięki przypadkowi, po to jedynie, aby przetrwać, lecz że jesteśmy częścią uniwersalnego systemu, który kieruje fizyczną transformacją Jaźni dla jakiegoś powodu. Ufam, że to właśnie głos naszych dusz mówi nam, iż posiadamy jednak osobowość, której nie jest przeznaczone sczeznąć.
Wszystkie opisane przeze mnie przypadki dotyczące życia po śmierci nie mają podstaw naukowych, mogących potwierdzić ich prawdziwość. Z pewnością znajdą się więc czytelnicy, którzy uznają treść tej książki za zbyt niewiarygodną, by mogli ją zaakceptować. Wobec nich żywię jedną nadzieję – jeśli z lektury wyniosą przynajmniej przeświadczenie, że być może posiadają niezmienną tożsamość, wartą tego, by ją odnaleźć, uznam to za swój wielki sukces.
Jedną z najbardziej kłopotliwych kwestii nurtujących ludzi, którzy pragną wierzyć w jakiś wyższy od nich byt, jest przyczyna występowania w świecie tak wielu zjawisk negatywnych. Jako najczęstszy przykład podaje się istnienie zła. Kiedy pytam moich pacjentów, jak kochający Bóg mógł pozwolić na tyle cierpień, ku swemu zaskoczeniu otrzymuję niewiele różniące się od siebie odpowiedzi. Moi pacjenci oznajmiają, że nasze dusze rodzą się za sprawą stwórcy, który z rozmysłem umieszcza stan doskonałej harmonii i spokoju poza naszym zasięgiem po to, abyśmy wzmogli nasze wysiłki.
Uczymy się na własnych błędach. Nieobecność dobrych cech ujawnia zasadnicze skazy naszej natury. Zło stanowi dla nas wyzwanie; inaczej nie mielibyśmy żadnej motywacji do poprawiania świata ani żadnego sposobu mierzenia postępu na tej drodze. Kiedy pytam moich pacjentów o sens naprzemiennego okazywania przez nauczyciela-nadduszę cech miłosierdzia i gniewu, niektórzy z nich odpowiadają, że stwórca ukazuje nam po prostu pewne atrybuty dla określonych celów. Na przykład, kiedy przyrównujemy zło do sprawiedliwości a litość do dobroci, to gdyby Bóg pozwolił nam poznać jedynie litość, wówczas nie wiedzielibyśmy nic o cesze sprawiedliwości.
Książka ta prezentuje problem harmonii i mądrości wywodzących się z wielu różnych poziomów duchowej energii. Niezwykłe, fundamentalne przesłanie, przekazywane zwłaszcza przez osoby duchowo zaawansowane, zawiera przypuszczenie, iż Bóg-naddusza naszego wszechświata nie znajduje się na najwyższym szczeblu doskonałości. Tym samym zaś, absolutna doskonałość pochodzi z jeszcze wyższego boskiego źródła.
Z mojej pracy wyniosłem przekonanie, iż celowo żyjemy w niedoskonałym świecie. Ziemia jest jednym z niezliczonych światów zamieszkałych przez myślące istoty; każdy z tych światów posiada własny zestaw niedoskonałości, który wnosi do ogólnej harmonii. Rozszerzając tę myśl, możemy przypuścić, że zamieszkujemy jeden z wielu fizykalnych wszechświatów, z których każdy ma swego własnego stwórcę władającego nim z odmiennym stopniem biegłości – analogicznie do poziomów osiąganych przez dusze w procesie ich rozwoju, przedstawionym w tej książce. Poniżej tego panteonu, boskiemu władcy naszego szczególnego domu wolno byłoby rządzić nim na swój własny sposób.
Jeśli dusze wysyłane na planety naszego wszechświata są potomstwem rodzicielskiej nadduszy, którą nasze wysiłki czynią mądrzejszą, to czy możliwe jest, że mamy jeszcze bardziej boskiego dziadka, którym jest absolutny Bóg? Koncepcja, że stojący bezpośrednio nad nami Bóg nadal ewoluuje podobnie jak my sami, w niczym nie uszczupla ostatecznego źródła doskonałości, które zrodziło tego naszego Boga. Moim zdaniem najwyższy, doskonały Bóg nie utraciłby wszechmocy ani pełni władzy nad całym stworzeniem zezwalając swemu mniej doskonałemu boskiemu potomstwu na osiągnięcie dojrzałości i samodzielności. Ci mniejsi bogowie mogliby uzyskać pozwolenie na stwarzanie swoich własnych, niedoskonałych światów, co stanowiłoby końcowy etap ich edukacji, po którym mogliby połączyć się z najwyższym Bogiem.
Przedstawione aspekty boskiej interwencji w nasz wszechświat muszą pozostać naszą ostateczną realnością. Jeśli nasz Bóg nie jest najlepszym z istniejących, gdyż posługuje się bólem i cierpieniem jako narzędziem naszej edukacji, w taki razie musimy zaakceptować to jako najlepsze, co może nas spotkać, i mimo wszystko traktować nasze istnienie jako boski dar. Z pewnością niełatwo przekonać do tej idei kogoś cierpiącego fizycznie, na przykład wskutek śmiertelnej choroby. Ból w życiu oddziałuje szczególnie destrukcyjnie, ponieważ może zablokować ozdrowieńcze siły naszej duszy, zwłaszcza jeśli nie zaakceptowaliśmy go jako zesłanej nam próby. Jednakże nasza życiowa karma jest tak zaplanowana, żeby żadna próba nie była dla nas niemożliwa do przetrwania.
W świątyni wat, położonej w górach północnej Tajlandii, buddyjski nauczyciel przypomniał mi kiedyś o pewnej prostej prawdzie. „Życie – powiedział – jest nam ofiarowane jako środek naszej ekspresji, dający nam tylko to, czego sami poszukujemy, kiedy słuchamy głosu swego serca.” Najwyższymi formami tej ekspresji są akty życzliwości. Nasza dusza może podróżować z dala od swego prawdziwego domu, ale nie jesteśmy tylko turystami. W procesie ewolucji wyższej świadomości ponosimy w trakcie życia odpowiedzialność za siebie i innych. A zatem podróżujemy wspólnie.
Jesteśmy boskimi, lecz niedoskonałymi bytami, egzystującymi w dwóch światach: materialnym i duchowym. Naszym przeznaczeniem jest krążyć między tymi wszechświatami przez czas i przestrzeń, ucząc się zarazem panowania nad sobą i zdobywając wiedzę. Musimy zaufać temu procesowi z cierpliwością i determinacją. W większości fizycznych ciał, które przybieramy, nasza właściwa istota nie jest w pełni rozpoznawalna, ale Jaźń nigdy nie ginie, ponieważ pozostajemy stale związani z obydwoma światami.
Wielu moich bardziej zaawansowanych duchowo pacjentów oznajmiało, że w świecie duchowym narasta tendencja, by „zmienić reguły gry na Ziemi.” Twierdzili, że kiedy żyli we wcześniejszych cywilizacjach, ich dusze w mniejszym stopniu dotknięte były amnezją w zakresie Jaźni oraz okresów pomiędzy życiami. Wydaje się wiec, że w ciągu ostatnich kilku tysiącleci nasza nieśmiertelna pamięć była na poziomie świadomości mocniej zablokowana. Był to istotny czynnik powodujący utratę wiary w naszą zdolność do samotranscendencji. Ziemia jest pełna ludzi odczuwających beznadziejna pustkę i bezsens życia. Utrata związku z naszą nieśmiertelnością, w połączeniu z łatwym dostępem do zaburzających umysł środków chemicznych oraz przeludnieniem wywołały poruszenie na górze. Mówiono mi, że bardzo wiele dusz, które w ostatnich stuleciach częściej inkarnowały na Ziemi, wybiera, jeśli tylko ma taką możliwość, życie w mniej stresujących światach.

Istnieją oświecone miejsca, gdzie amnezja jest znacznie zredukowana, bez wywoływania zarazem tęsknoty za światem duchowym. W miarę, jak zbliżamy się do następnego tysiąclecia, wydaje się, iż mistrzowie, którzy rządzą przeznaczeniem Ziemi, dokonują zmian mających umożliwić, by do naszych żywotów napływało więcej informacji i zrozumienia tego, kim jesteśmy i jakie jest nasze powołanie.
Być może najbardziej satysfakcjonującym aspektem mojej pracy, polegającej na odkrywaniu śladów istnienia świata duchowego w umysłach moich pacjentów, jest wpływ, jaki ta świadoma wiedza na nich wywiera. Najbardziej znaczącą korzyścią wynikającą z uświadomienia sobie, że mamy czekający na nas dom wiecznej miłości, jest uzyskana w ten sposób otwartość na istniejącą wewnątrz naszych umysłów wyższą moc duchową. Świadomość, że jednak gdzieś przynależymy, niesie pocieszenie i ofiarowuje nam spokój – nie jako zwykłą ucieczkę od konfliktów, lecz jako zjednoczenie się z uniwersalnym umysłem. Pewnego dnia zakończymy tę długą podróż – każdy z nas – i osiągniemy najwyższy stan oświecenia, w którym wszystko jest możliwe.

Top