ABORCJA – Bert Hellinger i Magdalena Radwańska

Z Magdaleną Radwańską licencjonowanym psychoterapeutą IIPLCARR, rozmawia Małgorzata Osipczuk

Czym się zajmuje instytut IIPLCARR ?(International Institute of Pregnancy Loss and Child Abuse Research and Recovery – Instytut Terapii i Badań Strat związanych z Ciążą oraz Przemocy wobec Dzieci)

Jest to międzynarodowa organizacja skupiająca naukowców, terapeutów, psychologów i lekarzy. Dyrektorem placówki jest Philip Ney, kanadyjski profesor psychiatrii Uniwersytetu British Columbia, psycholog, który od lat zajmuje się badaniami nad przemocą słowną i fizyczną, zaniedbaniem oraz ich skutkami. Opracował on program terapeutyczny dla osób mających problemy depresyjne, nerwicowe, a także obciążonych traumą. Prace instytutu poza standardowa działalnością terapeutyczną, skupiają się na urazach związanych z aborcją, poronieniem, zgonem dziecka podczas porodu lub w późniejszym czasie.

Jakie czynniki najczęściej doprowadzają kobietę do aborcji ?

Czynników takich jest wiele, nasze mamy i ciocie dokonywały aborcji „z biegu”. Panowało wówczas społeczne przyzwolenie na dokonywanie takich zabiegów. Niezwykle ważnym czynnikiem jest fakt, iż kraj nasz przez wieki był doświadczany przez wojny, holokaust i inne tragedie, co predystynuje nas do tego rodzaju zachowań jak aborcja. Na oczach naszych rodziców ginęły całe miasta ludzi. Wobec tak masowej zagłady jednostkowa śmierć, zwłaszcza płodu, nie przeraża w takim stopniu. Co więcej, lekarze by uzyskać kolejny stopień specjalizacji, byli zmuszeni wykazać się umiejętnością usuwania ciąży. Głównym jednak czynnikiem wpływającym na decyzję o zabiegu, jest brak wsparcia ze strony mężczyzny, bez względu na to, czy dotyczy to przypadkowego i nieobecnego partnera, chłopaka nalegającego na aborcję, czy też męża. W przypadku nastolatek jest to często presja matki, która w przeszłości też usunęła ciążę. Zdarzają się też takie sytuacje, gdy młoda dziewczyna pragnie urodzić dziecko, a nacisk ze strony rodziców zmusza ją do podjęcia takiej decyzji.

Co się dzieje z psychiką kobiety w czasie procedury aborcyjnej ?

Uzależnione jest to w dużej mierze od podejścia lekarza. Polskie kobiety opowiadają często o wręcz karygodnym zachowaniu lekarzy – nieodpowiednia dawka narkozy, krzyk i wulgarne słownictwo. Zabieg taki staje się bardzo bolesny. Kobieta w jego trakcie ma wyostrzoną percepcję, czujnie wychwytuje wszelkie dźwięki, obrazy, zapachy, rozmowy personelu. W przyszłości podobne bodźce zmysłowe będą kojarzyły się w jej umyśle z aborcją i konfrontowały ją z tym przeżyciem. Część kobiet bezpośrednio po aborcji reaguje depresją. Psychika kobiet, które wielokrotnie decydują się na taki zabieg w pewnym sensie przystosowuje się, jednak do pewnego momentu kryzysu – aż się „nie rozleci”.

Czy „syndrom postaborcyjny” dotyczy wszystkich kobiet decydujących się na taki zabieg ?

Zarówno kobiety, które od początku gnębią się wątpliwościami, jak i te, które przystępują do zabiegu z silną racjonalizacją i bez większych skrupułów – doświadczą jego psychicznych konsekwencji. Nawet gdy same starają się nie poddawać refleksji, ich psychika będzie manifestować problem poprzez np. zespoły lękowe, czy wręcz psychotyczne i różnego rodzaju uzależnienia, a ciało poprzez zaburzenia ginekologiczne, skłonności do nowotworów, stanów zapalnych dróg rodnych, itp.

Czym się charakteryzuje „syndrom postaborcyjny” i w jakim czasie po zabiegu występuje ?

Tym trudniej jest to badać, że może wystąpić w różnym okresie. Najbardziej się nasila w momencie, gdy przychodzi na świat dziecko. Zespół ten ujawnia się w sposobie odnoszenia się matki do dziecka. Kobiety mają problem z dotykaniem niemowlaka, raz już pozwoliły na „zniszczenie” dziecka i nie mają zaufania do swoich rąk, boją się kąpać noworodka, budują nierówną więź z tym dzieckiem na zmianę przyciągając je i odpychając. Mają tendencje do niekontrolowanych wybuchów złości, biją i krzyczą, a potem żałują. Głównym objawem tego syndromu jest depresja, która może wystąpić w różnych momentach (np. depresja poporodowa) i różnych formach, niekoniecznie związanych z macierzyństwem. Poza tym syndrom może się objawić w postaci różnych zaburzeń psychicznych, np. natręctwa, lęki. Słyszałam np. o tym, że kobieta nie mogła patrzeć na mięso. Powodowało to lęk, choć oczywiście nie było bezpośrednio przez nią kojarzone z dokonaną aborcją. Może też występować duża skłonność do nałogów. Nałóg jest też rodzajem depresji, tylko przykrytym całą tą kwestią uzależnienia. W grę może wchodzić np. alkohol, ale również uzależnienie od pracy. Mogą to np. być kobiety, które przez otoczenie postrzegane są jako kobiety sukcesu, radzące sobie świetnie, zorganizowane, twarde i bez żadnej serdeczności. Przyjmuje się, że matki przerywające ciążę są też specyficznie okaleczone w rodzinach, z których pochodzą. Żeby podjąć taki krok trzeba być zaniedbanym, aborcja jest przecież rodzajem przemocy wobec siebie. Osoby, które miały komfortową rodzinę, odpowiednią ilość miłości i uwagi – raczej tego nie robią. Bo to jest wbrew naturze i samej sobie.

Jak zachowują się kobiety po zabiegu? Czy może się zdarzyć postawa typu „nic się nie stało” ?

Może tak być, ale myślę, że tak się zdarza po drugiej, trzeciej, czy dalszej aborcji. Przy pierwszej chyba nie, z mojego doświadczenia terapeutycznego wiem, że pojawia się tzw. „odruch przerażenia”. Ulega on potem stłumieniu i odchodzi się od niego. Część kobiet nie odczuwa takiego wstrząsu zupełnie. Znamienne jest, że w późniejszym czasie, np. w rocznicę aborcji, przy urodzeniu dziecka lub w kontaktach z obcymi dziećmi wraca wspomnienie i świadomość popełnionego czynu. Widok innych dzieci skłania je do zastanawiania się ile lat by miało i jak by wyglądało ich własne dziecko. W konsekwencji może to doprowadzić do uczucia nienawiści wobec dzieci w ogóle. Wroga postawa wobec dzieci charakteryzuje także tzw. „osoby ocalone od aborcji”.

Kogo określa się mianem „ocalonego od aborcji” ?

Jest to termin stosowany do szerokiego grona osób, którym, w odróżnieniu od innych, dane było przeżyć np. katastrofę, wojnę, wypadek, itp. Podobne piętno na psychice odciska się w przypadku dzieci urodzonych w rodzinach, w których dokonywano aborcji i to zarówno przed ich przyjściem na świat, jak i później. „Syndrom ocalonego” wystąpi również u ludzi, wobec których matki planowały aborcję, ale z różnych przyczyn ta decyzja nie doczekała się realizacji. Ocaleni tego typu są dotknięci lękiem przed śmiercią, przed własnym unicestwieniem. Może się on przejawiać w różnych formach i okolicznościach, np. napadami paniki, lękiem przed ciemnością lub przed bólem. Osoby, które się boją o siebie, nie wiadomo z jakiego powodu, np. mdleją na widok strzykawki, mają brak poczucia sensu własnego życia, przypadkowości swojego istnienia, często są osobami ocalonymi przed aborcją. Kolejnym objawem jest wszechogarniające poczucie winy, osoby takie są skłonne do postrzegania siebie jako źródła problemów i kłopotów rodzinnych. Mają poczucie, że komuś przeszkadzają, że zajmują komuś miejsce. Syndrom ten objawia się także u dzieci, których matki podczas ciąży przyjmowały leki poronne, a mimo to urodziły. Dzieci w gruncie rzeczy czują, że są niechciane, potem mogą od tej świadomości uciekać, choćby w uzależnienia. Dzieci, które urodziły się w rodzinie, gdzie miała miejsce aborcja, tzw. „dzieci zastępcze” niosą na sobie ciężar dzieci usuniętych. Są one obciążone nadmiernymi oczekiwaniami matki, która nieświadomie liczy na to, że spełnią podwójnie jej marzenia. Gdy syn, czy córka sprawiają problemy matka często może łapać się na myśli, że to nienarodzone dziecko mogłoby być mniej kłopotliwe.

Czy rodzice powinni przyznawać się dzieciom do dokonanych aborcji ?

Jestem przekonana, że tak. Należy sobie zdawać sprawę, że będzie to trudne przeżycie dla dziecka. Będzie ono odczuwało żal, złość, może mieć pretensje do rodziców. Z uwagi na ciężar problemu nie wolno zostawiać go samego z tą informacją, ważne jest żeby dać mu wsparcie i rozmawiać. Jednak ujawnienie prawdy jest konieczne ze względu na dobro dziecka, ponieważ daje mu to szansę na odkrycie źródeł jego lęków, nieprzystosowania, niskiego poczucia wartości. Taki sekret nieujawniony będzie istniał w podświadomości rodziny. Zdarza się, że nienarodzone rodzeństwo pojawia się w koszmarach sennych u dziecka. Nie może ono wtedy zrozumieć dlaczego śni mu się śmierć braciszka, którego przecież nigdy nie było.

Czy aborcja ma także wpływ na psychikę mężczyzn ?

Aborcja odciska piętno na całej rodzinie. Często jest tak, że mężczyzna zaczyna cierpieć na impotencję i zazwyczaj nie jest to przez niego wiązane z usunięciem ciąży przez partnerkę. Niejednokrotnie towarzyszy temu oziębłość wobec kobiety, agresja. Mężczyźni mogą też doświadczać poczucia niemocy wynikającej z tego, że nie byli w stanie lub nie chcieli obronić swojego dziecka przed aborcją. Początkowo mężczyźni nie przyjmują do wiadomości, że aborcja ich partnerki może być źródłem ich problemów, a w trakcie terapii wolniej niż kobiety konfrontują się z tym.

Jakie konsekwencje dla związku miedzy kobietą a mężczyzną niesie ze sobą aborcja ?

W nieformalnych związkach najczęściej skutkuje ich zerwaniem, a w przypadku małżonków następuje coraz większe oddalanie ich od siebie. Problem pogłębia się, jeżeli kwestia ta jest przez nich odkładana, nie rozmawia się o niej i o uczuciach jakie powoduje. To może zrodzić wielką nienawiść między niegdyś bliskimi sobie ludźmi. Kobiety najczęściej radzą sobie z aborcją tak, że zrzucają całą odpowiedzialność na mężczyzn i kierują do nich wiele negatywnych uczuć.

Czy fakt, że kobiety decydują się na kolejną aborcję można traktować jako znaną psychologom tendencję do powtarzania przebytych urazów ?

Mamy skłonność do powtarzania naszych życiowych tragedii, a także tragedii naszych rodziców. Wynika to z nieświadomej potrzeby poradzenia sobie z tym traumatycznym przejściem, z wiary, że tym razem uda nam się rozwiązać problem. Dla przykładu, tym samym kierują się córki alkoholików wychodząc za mąż za mężczyzn ze skłonnościami do alkoholu. Ufają, że są w stanie ich ocalić, choć nie udało się to w przypadku ich rodziców.

Jaka jest sytuacja psychologiczna aborterów ?

Oni muszą być specyficznie wychowani, poranieni. Paradoksem jest to, że ginekolodzy, którzy wykonują zabiegi często są również położnikami. W USA aborcja jest w pełni zalegalizowana w większości stanów, dokonywana jest nawet w zaawansowanej ciąży (II, III trymest). Tak rozwinięte dziecko po wyciągnięciu z łona matki jeszcze żywe pozostawia się bez opieki, skazując je w ten sposób na powolną agonię. Potem ten sam lekarz odbiera porody. (W Polsce, ze względu na prawo zabraniające dokonywania aborcji, wygląda to nieco inaczej: ginekolodzy raczej nie dokonują zabiegów w tak zaawansowanej ciąży, bowiem wiąże się to z zagrożeniem życia pacjentki.) Usunięcie ciąży dla lekarza także może być traumą. Dla wielu ginekologów, którzy wykonywali zabiegi we wczesnych ciążach, momentem przełomowym stało się wprowadzenie USG. Mogli oni dzięki temu zaobserwować płód starający się „uciec” przed narzędziami ginekologicznymi używanymi w czasie aborcji. Zdarza się, że bycie aborterem wiąże się z postępującym alkoholizmem. Alkohol zdaje się znieczulać dopóki jest dostępny. Na trzeźwo często jednak aborterzy są zmuszeni skonfrontować się z tym, co robią. Na Zachodzie istnieją już treningi psychologiczne dla Centurionów, czyli lekarzy, którzy przestali usuwać ciąże i próbują sobie poradzić z tą świadomością i z trudnymi wspomnieniami.

Proszę opowiedzieć o programie terapeutycznym „Żywa nadzieja”, który wywodzi się z Instytutu IIPLCARR.

Opracowano go w Kanadzie i tam jeden cykl terapeutyczny trwa 3 miesiące, składa się z 35 dwugodzinnych sesji. Natomiast tu w Polsce terapia zajmuje okres 10 miesięcy, spotykamy się raz w tygodniu na 3-4 godziny. Są to zamknięte grupy, czyli rozpoczynają się i kończą w takim samym składzie osobowym. Zalecana jest stała obecność na zajęciach.
Pierwsza faza terapii jest bardzo intensywna, „rozkopuje” dużo głęboko ukrytych, trudnych i bolesnych wydarzeń. Najgorsze co można zrobić, to porzucić terapię w tym czasie. Jest się wtedy na pewno, w gorszym stanie niż przed rozpoczęciem jej. To leczenie jest skierowane do osób mocno zmotywowanych, bo wiąże się z rozpracowywaniem trudnych przeżyć, zapomnianych urazów.
Potem trzeba się z tym wszystkim odkrytym w sobie spotkać, nauczyć się odczuwać emocje. Następnie uczymy się zachowań asertywnych, rozpoznawania manipulacji u ludzi i u siebie, konstruktywnych sposobów radzenia sobie z różnymi sytuacjami. Jest także czas na godzenie się ze stratami. Istnieją pewne procedury pomagające zamknąć bolesne wydarzenia, urazy. Dla przykładu kobieta dokonująca wcześniej aborcji będzie uczona obywania się ze swoim poczuciem winy i odpowiedzialnego dzielenia się nim z partnerem i środowiskiem oraz aborterem. Kobiety zmagające się z poronieniem dziecka będą mogły pożegnać się z nim, poradzić sobie z tą stratą. Dla osoby ocalonej od aborcji istnieją również procedury pomagające „poukładać” najtrudniejsze przeżycia. To wszystko generalnie zmierza do tego, aby poddający się terapii był w stanie po tym całym procesie wybaczyć wszystkim tym, do których ma pretensje, najczęściej rodzicom, a także pojednać się z osobami, które zranił i które jego zraniły. Dzięki temu łatwiej mu będzie radzić sobie w dalszym życiu i odczuwać radość.

Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję


 

Bert Hellinger „O aborcji”.

Są to notatki (zapis) z warsztatów które odbyły się w ramach FORUM KONSTELACJI RODZINNCH pt. „Jak żyć i wzrastać w miłości” (How to live and grow in love) prowadzonego przez Berta Hellingera w Polsce w listopadzie 2004.

Chciałbym powiedzieć coś o aborcjach i wpływie, jaki mają na związek. Zajęło mi trochę czasu, żeby zrozumieć jak aborcje wpływają na rodzinę.

Jeżeli usuwa się dziecko, oznacza to, że rodzice chcą się pozbyć dziecka i żyją w iluzji, że mogą pozbyć się dziecka w ten sposób. NIGDY nie możemy pozbyć się członka rodziny, a dzieci, nawet, jeśli jeszcze nie przyszły na świat, należą do systemu rodzinnego.

Aborcja ma zupełnie różny wpływ na matkę i ojca, mimo, że są równo odpowiedzialni za aborcję. Wpływ aborcji na matkę jest o wiele bardziej traumatyczny niż na oojca. W akcie aborcji kobieta oddaje część swojego ciała i swojej duszy, czyli gubi coś (traci coś) zarówno w swojej duszy jak i w swoim ciele i teraz, zarówno dusza jak i ciało poszukuje tego, co zostało zgubione (stracone). Dlatego też matkę „ciągnie” w stronę usuniętego dziecka i bardzo często matki chcą iść za usuniętym dzieckiem, chcą umrzeć. To często ujawnia się w wielu ustawieniach. Wiele matek, chce po prostu (w ustawieniu) położyć się obok usuniętego dziecka. Jeżeli matka tego nie zrobi, żyjące dziecko (dzieci) tej matki będzie się chciało położyć zamiast niej obok usuniętego dziecka (będzie dążyło w stronę śmierci). W ten sposób dziecko mówi do matki „zrobię to za Ciebie mamo”. Dzieci mogą wtedy chorować, właśnie przez tego typu powiązanie. Tego typu dynamika nie jest dobrym rozwiązaniem dla nikogo. Ani dla usuniętego dziecka, ani dla matki, ani dla żyjącego rodzeństwa.

Innym skutkiem aborcji jest to, że bardzo często w tym momencie związek takiej pary się kończy. Wiele par rozstaje się po aborcji i związek takiej pary nie może być kontynuowany. Kobieta usuwając dziecko, zabija także „część” swojego partnera, którą reprezentuje to dziecko dla niej.

Jest jeszcze dynamika inna, która także funkcjonuje po aborcji – płacenie za winę. Nazywamy to odpokutowywaniem. Postaram się to wyjaśnić, punkt po punkcie.

Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli (w ustawieniu) matka powie do usuniętego dziecka „zabiłam Cię” – bez żadnego ukrywania, robienia przykrywki z innych, milszych zdań, okazuje się, że pojawia się wielka ulga, zarówno dla matki, jak i dla usuniętego dziecka. Nie ma już „zabawiania się tym”, spotykamy się w ten sposób z tą sprawą bezpośrednio – twarzą w twarz z prawdą. My, kiedy myślimy o tym, kusi nas, żeby stanąć po którejś stronie – po stronie dziecka – przeciwko ojcu i matce – osądzamy ich. Szczególnie, jeśli postrzegamy to jako morderstwo – w takim podejściu nie ma rozwiązania.

Co byłoby rozwiązaniem?

Musimy przesunąć się na inny poziom, poza rozróżnianie, co jest dobre – co jest złe, bo w ostatecznym rozrachunku nikt nie może zabić drugiej osoby. Tak więc pomysł, że możemy władać ludzkim życiem – jest iluzją. Musimy wznieść się na inny poziom, na poziom duchowy, bo tylko na tym poziomie ujawnia się nam rozwiązanie. Bo jeśli otworzymy się na świat, taki, jakim on jest i na to, co się dzieje na świecie, bez względu na to, czy oceniamy to jako dobre, czy złe, to wyraźnie zobaczymy, że za tym wszystkim stoi inna siła. Cokolwiek się wydarza jest prowadzone inną siłą (przez Boga).I ten pomysł, że możemy wypowiadać się za czy przeciw jest czystą iluzją. Jeżeli w ten sposób patrzymy na rzeczy, to pomysły, jakie mamy na temat Boga, stają się absurdalne. Zarówno dobro, jaki i zło są wolą boską, bez względu na to, co robimy. Jesteśmy jak figury na szachownicy, którymi porusza ktoś inny (Bóg). I gdybyśmy popatrzyli na to w ten właśnie sposób, to uświadomilibyśmy sobie, że to nie my odbieramy życie komuś i że nie można stracić także dziecka usuniętego – jest ono odbierane przez coś większego (przez Boga).
Zatem jeśli w związku była aborcja, to wtedy rodzice powinni popatrzeć na to usunięte dziecko, poczuć ból winy i oddać dziecko Bogu – bez względu na to, co to oznacza (czym ten Bóg jest, czy nie jest) i pokłonić się przed tą większą siłą. I patrząc na rzeczy w ten sposób – aborcja nie może być stratą dla dziecka, jest mu to przeznaczone i taki właśnie jest los tego konkretnego dziecka – że miało być ono rodzicom odebrane. Zatem rodzice, którzy czują się winni powinni oddać zarówno siebie jak i to dziecko tej wielkiej, tajemniczej sile i w tym momencie staną się pełni pokory, potem patrzą na siebie nawzajem i mówią „zgadzamy się teraz na konsekwencje tego, co zrobiliśmy” wtedy mogą znów być razem, ale będzie to już innego rodzaju związek – na innym poziomie i na innych zasadach.
To by było rozwiązaniem w takiej sytuacji.

Ponad nasze osądy, co jest dobre, co jest złe i winy i niewinności i naszego żalu za usuniętym dzieckiem -jest ŻYCIE, które rządzi się innymi prawami i jedynie musimy być pokorni i powstrzymywać się od osądów.

I jeszcze coś. Zauważyłem, że kobiety, które usunęły ciążę, bardzo często odrzucają matkę i w podobny sposób jak odrzucają matkę – odrzucają dziecko. I znowu – nie ma w tym żadnego osądu moralnego, to jest po prostu obserwacja uwikłania. Nikt nie może uciec od tego, więc ja jestem bardzo uważny i ostrożny i pozostaję w miłości i szacunku w stosunku do każdego i wtedy jestem najbliżej tej potężnej, twórczej siły, która steruje tym wszystkim.

Chciałbym jeszcze coś powiedzieć o odpokutowywaniu. Jeżeli ktoś uczynił jakąś krzywdę danej osobie – na przykład poprzez aborcję, czy też, jeżeli ktoś zabił kogoś drugiego celowo lub w wyniku wypadku, wtedy pojawia się pragnienie wyrównania. Taka osoba czuje się bardzo niewygodnie, dopóki nie przecierpi, nie doświadczy jej coś bardzo podobnego. Dlatego też taka osoba (w ustawieniu) bardzo jest ciągnięta w stronę śmierci i jeżeli umrze, wtedy ma poczucie, że wina została odkupiona i czuje się wtedy spokojniej. Natomiast w tej rzeczywistości, w tym wymiarze jest to oczywiście „śmieszne”.

Jeżeli jakaś osoba, chce odkupić winy – na kogo taka osoba patrzy, o kim myśli? Myśli o sobie, tylko i wyłącznie o sobie, chce się lepiej poczuć, chce poczuć ulgę. Dlatego też „odkupienie win”, odpokutowywanie, jest absolutnie ukierunkowane na siebie samego – jest samolubne. Ktoś taki, nie ma na uwadze osoby, którą skrzywdził, tylko siebie. Dlatego też, matka, która chce iść za usuniętym dzieckiem, nie patrzy na usunięte dziecko, jest wpatrzona w siebie, a dziecko traci z widoku, przestaje je widzieć. (…)

Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym wspomnieć. Po aborcji, jeżeli pojawia się następna ciąża, bardzo często następuje poronienie. Nieomalże tak, jakby następne dziecko nie czuło się bezpiecznie. Wtedy też kolejne, urodzone dzieci boją się rodziców, nie czują się z nimi bezpiecznie i w duszy także trzeba się tym zająć, poprzez przyjęcie usuniętego dziecka do swojego serca i popatrzenie na pozostałe dzieci razem z usuniętymi dziećmi ( w sensie, że jeśli kobieta jedno dziecko usunęła, a drugie urodziła, to powinna myśleć o tym urodzonym dziecku, że jest jej drugim dzieckiem, powinna zawsze mieć w pamięci WSZYSTKIE swoje dzieci).

Teraz o poronieniach.

Poronienia nie są tym samym, co aborcja. Rodzice często ponoszą głęboką żałobę po dziecku poronionym. Natomiast mogą zrobić dokładnie to samo – oddać to dziecko większemu życiu i żyć dalej.

Top